•  
  •  
Choć przepadł w jednym z popularnych talent show (Must Be The Music), doceniła go publiczność, windując hit „Zostań” na szczyty list przebojów. Kortez był przedszkolanką, ochroniarzem w Biedronce, pracował w lesie i na budowie. Tym bardziej jest wiarygodny, kiedy po premierze debiutanckiego albumu mówi:  „Na razie mogę żyć z muzyki, ale gdyby to się zmieniło, trudno, znajdę inną pracę”. Jedni mówią „Ach, Kortez!”, inni „Kortez – kto to?”. Choć nie jest (jeszcze!) wszystkim znaną gwiazdą (bo też nie na tym mu zależy), to jednak bilety na jego koncerty, niezależnie od wielkości miejscowości i sali, rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Tak było również w naszym mieście.

Kortez Trio, fenomen polskiej sceny muzycznej ostatnich lat, do Bielawy przyjechał ze swoją drugą płytą “Mój dom”. „To obrazowa, osadzona w czterech ścianach i dziewięciu aktach historia rozpadu związku” - tak o nowej płycie mówi sam Kortez. Jak brzmi ta historia na żywo, o tym mogli się przekonać szczęśliwcy, którym udało się kupić bilet na koncert.

W poniedziałkowy wieczór w Teatrze Robotniczym wystąpił Kortez Trio i był to zdecydowanie najsmutniejszy koncert w roku. Nie mógł być inny skoro zawierał materiał z najnowszej płyty - muzykę po skończonej miłości. Kortez zagrał i zaśpiewał na najbardziej wewnętrznych rejestrach. Swoich i publiczności. Ten rodzaj intymności zdarza się na scenie niezwykle rzadko. I zostaje gdzieś pod skórą jeszcze długo po tym jak kończy się muzyka.

Widownia była niezwykle zróżnicowana, bo jego piosenki łączą płcie, pokolenia i całkowicie odrębne grupy społeczne. Swoisty klimat stworzyły tez przepiękne, profesjonalnie zaprogramowane światła, które podkreślały inny, nieziemski, uzewnętrzniający duszę, wymiar wydarzenia.

Po koncercie ponad godzinę trwały spotkania z fanami.